Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jakoś to nie będzie! - Kolejna witryna oparta na WordPressie Jakoś to nie będzie! - Kolejna witryna oparta na WordPressie Jakoś to nie będzie! - Kolejna witryna oparta na WordPressie
Fot. Unsplash.com/Analia Baggiano

28.11.2019
czwartek

Ostatnia wieczerza

28 listopada 2019, czwartek,

Co się stało ze wspólnymi rodzinnymi posiłkami?

Wspólne wieczerze oglądam sobie chętnie w muzeach, lubię szczególnie „Ostatnią wieczerzę” Jamesa Tissota – do podziwiania w Brooklyn Museum, bo oto wreszcie jakiś artysta pomyślał, że przy stole siedzi się (lub stoi, jeśli mamy toast winem) po obu jego stronach. Część apostołów stoi na obrazie Tissota tyłem do widza, ale nie czujemy ani przez chwilę, że panowie wystawili się do nas pupami i plecami – raczej mamy wrażenie, że jesteśmy wyróżnieni, bo mamy wgląd w ich kameralną biesiado-naradę. Lubię patrzeć na wszelkie „Ostatnie wieczerze” w muzeach, bo jako kobiecie od razu robi mi się raźniej – jak widać, panowie bez pomocy pań są w stanie sporą sederową kolację dla trzynastu chłopa przygotować i sobie ponakładać. U mnie w domu tak to nie działa.

Od dawna już wspólna rodzinna kolacja stała się wyjątkiem, świętem, a nie regułą, mimo że wszyscy kochamy się jak wariaty. Zacznijmy od początku. Ja nie jem śniadań. Ostatnie domowe śniadanie zjadłam w głębokich ejtisach – bo ojciec z miłości kazał mi jeść chrupiące kajzerki i nie wypuszczał mnie z domu, dopóki nie przeżułam buły. Rano nie mam łaknienia, może ze względu na adrenalinę – oto nowy dzień, co nowego się zawali, jaka katastrofa czeka mnie dziś? Mąż je śniadanie, ale dopiero, jak żona i dziatwa opuszczą mieszkanie i będzie miał nieświęty spokój – rano robimy mu za duży rejwach. „Gdzie moje kluczyki? Gdzie moja prezentacja z biologii o wulkanach? Antek dlaczego tylko stoisz ze szczoteczką, a nie myjesz zębów, będziesz miał czarne zęby? Jak to nie bierzesz czapki, mózg ci się odmrozi, czemu nie gasisz światła, potrącę ci z kieszonkowego”. Czas nerwowego śniadania mąż przeczekuje w toalecie, poprawiając urodę, by na porannym spacerze z psem czarować psiary w naszym osiedlowym parku.

W porze obiadowej życie jest gdzie indziej, a zatem każdy jest gdzie indziej. Ja mam ulubioną mordownię na Czerniakowie, gdzie w towarzystwie pracowników okolicznych hurtowni budowlanych przy rozmowach o vacie spożywam pożywne zupy lub nóżki w galarecie. W mordowni pracuje w kuchni matka właściciela i robi gęste zupy z koperkiem. Jeśli mam mniej niż 30 minut na obiad, to jem w jadłodajni Czytelnika, ale nie z rodziną, tylko z Grzegorzem Braunem i Sławomirem Nitrasem – knajpa ta położona jest tuż przy Sejmie, a ja niestety mieszkam przy ul. Wiejskiej. Ze strachu przed zamieszkami politycznymi jem mało i w pośpiechu, czemu zawdzięczam talię osy. Mały syn je obiady w przedszkolu, a starszy głodzi się w szkole, nie jedząc opłaconych posiłków, które szkoła zapewne wyrzuca w ramach no waste. Po szkole zatem Kuba je drugi obiad w samotności. Teoretycznie, przeglądając zadania domowe, a w praktyce – pod stołem skrolując Snapczat.

Wieczerza. U nas nie byłoby mowy nawet o ostatniej wspólnej wieczerzy, bo Jakub jest na treningu, Antek już jadł i mąż go kąpie, ja w tym czasie jem sałatkę, mąż nie lubi „trawy”, to nie jest wg niego posiłek, zatem robi sobie kanapki z wędliną, a ja z kolei wędlin nie jadam i boję się, co tam w nich w środku zmielono i czy one w pewnym momencie wręcz nie ożyją, łypiąc jakimiś wędliniarskimi oczyma na tej kanapce. Gdy wraca Kuba, to siada do sportowej pełnowartościowej kolacji, ale nikt mu nie towarzyszy, bo ja usypiam Antka, a mąż to w sumie już najadł się piwem i orzeszkami. O godzinie 23:00 ja już zasypiam, umyłam grzecznie zęby, gaszę światło i wtem… Po prostu muszę zjeść coś słodkiego, wstaję i oto jest moja prawdziwa ostatnia wieczerza. Otwieram paczkę z żelkami, siedzę przy pustym stole, kielich wina owszem, macę odpuszczam, po co się zapychać i kruszyć na noc, ani pół apostoła obok mnie, mąż jest, ale nie je nic, bo przecież ligę mistrzów ogląda w słuchawkach na głowie, żeby nie budzić dzieci, cały schowany za monitorem laptopa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. .
    — Śniadanko —
    .
    Jak by szło o posiłki to nie mam nic
    przeciw śniadaniem, szczególnie
    w plenerze, a już najbardziej takie
    na trawie…

    Taki jeden Manet takie śniadanka
    to w oleju proszę pani malował,
    no nich by który spróbował takie
    śniadanka dziś na łonie konsumować,
    w kraju prawych a sprawiedliwych to
    by go pręciutko za obrazę do ciupy,
    proszę pani

    Ech, drzewiej to się jadało…
    .
    ..)

  2. „O godzinie 23:00 ja już zasypiam, umyłam grzecznie zęby, gaszę światło i wtem… Po prostu muszę zjeść coś słodkiego …”

    „Mężu” – zdejmij chłopie te słuchawki.

  3. .
    — Ptok —
    .
    A jak już jesteśmy przy wieczerzach,
    to jak by ktoś chciał komuś podziękować
    w dzień taki jak dziś say 11/28, powiedzmy
    teoretycznie mógłby to być np. Indianin,
    nie koniecznie z Indii…

    To życzę tego „Ptoka” fully GMO & not
    gluten-free

    Happy Thanksgiving❗
    .
    ..)

    p.s. leje jak z cebra

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Śniadać zdarza mi się rzadko. Prawie wyłącznie – i wtedy codziennie – w hotelach wypoczynkowych. W ogóle wyjazdy mają być ile tylko da się oderwaniem od rutyny, a wtedy i powrót lepiej smakuje. Jem więc z zainteresowaniem śniadania, oglądam telewizję trochę – wiele reklam widzę wtedy pierwszy raz, a to pomocne dla zorientowania się w aktualnym dryfcie społeczeństwa; zdumiewa mnie wtedy nieraz jakiś fenomen jak powszechności zaparć i wzdęć.

  6. Jeden sklep w emailu komercyjnym ładnie napisał dziś: Czarny Piąteczek:).

    Dzisiaj również, pamiętajmy, Dzień Podchorążego.

  7. Podchorąży zawsze zdąży – głosi armijna mądrość. Pierwszego dnia służby, zaraz po tym jak odesłano moje ubranie do domu, przez dwie godziny w większym gronie obierałem ziemniaki za to że w nowym służbowym ubraniu położyłem się na łóżku. Łóżko, widzę łóżko – powiedziała, mi sama zdumiona wróżbą, Cyganka.

  8. W ciągu roku służyłem w 3 miejscach w Kraju. Pierwsze i trzecie są żródłem bardzo pozytywnych wspomnień – choć oficerowie w każdym z trzech prezentowali naprawdę wyższy poziom niż ogólnie w Kraju wówczas. Ethos oficerski. Jednak to drugie miejsce było tak straszne samo w sobie, młody żołnierz powiesił się tam trzeciego dnia po przybyciu o czym rozmawiano oczywiście w sztabie. Poszedłem tam raz na obiad – do tego zmierzam – który mi przysługiwał codziennie prawda i powiem szczerze, tak olbrzymiego i okropnie wyglądającego pomieszczenia i jedzenia nie widziałem nawet w filmach. Zacząłem cierpieć na depresję, której nie odczuwałem ani w 1 ani w 3 miejscu. Któregoś dnia zauważył mnie na korytarzu sztabu dowódca jednostki (mój bezpośredni dowódca nie wtrącał się w takie szczegóły), prawie podbiegł wzburzony: A to co, Charlie Chaplin?! – powiedział mi w twarz, a była to aluzja do rzeczywiście zaniedbanego stanu mojego munduru. Kilka dni później przyjechała ciężarówka z innej jednostki, zawodowy delikatnie pogładził mój oberwany epolet na ramieniu, i pojechałem w lepsze miejsce:).

  9. Przyjechałem do ładnie, rustykalnie drewno a nie czerwona cegła i przede wszystkim kameralnie w porównaniu z molochem zorganizowanej jednostki. To był mój batalion! Używanie ciężarówek do transportu nielicznych osób miało się potwierdzić, gdy kilka miesięcy później już jako wybitna postać jednostki zostałem delegowany do odbioru z aresztu na drugim końcu Kraju żołnierza który przez płot uciekł z batalionu, a tam schwytany w domu rodzinnym przebywał w areszcie lokalnej jednostki żandarmerii. Po zwykłych uprzejmościach na dworcach kolejowych (i dowódca patrolu WSW prawidłowo mi jako podchorążemu pierwszy oddał honory) wraz z towarzyszącym mi kapralem dotarliśmy do aresztu. Obudzony był w prywatnych ciuszkach, podał że mundur ma w domu i tam właśnie ciężarówką pojechaliśmy z kapralem po mundur zbiega, a ojciec przyjął nas chlebem i solą. Żeby nie przedłużać, miałem taki styl w batalionie, że ten żołnierz jak mu pozwoliłem już w mundurze proszę bardzo pójść do toalety w pociągu, to znowu uciekł i do jednostki wróciłem tylko z jego paltem i pasem.

  10. Strasznie lubili ze mną porozmawiać w sztabie wieczorami zawodowi – na przykład mówiłem im: panowie, ekipa Jaruzelskiego to jest ekipa ostatniej szansy, potem koniec jeśli ona padnie.

  11. Po prostu świetni ludzie, oficerowie

  12. Na pewno postęp cywilizacyjny nie sprzyja budowaniu więzi. Sytuację taka wymusza nowoczesny system pracy. Brak elastycznego czasu pracy, brak odpowiedniej długość przerw na spokojną konsumpcję, ciągły pospiech. Każdy sobie rzepkę skrobie. Jeden pracę zaczyna, drugi kończy, dzieci dodatkowe zajęcia itd. Stałą presja, poganianie, liczą się tylko wyniki, wskaźniki…
    Dzisiaj wspólne siadanie do stołu to ogromny przywilej i raczej dotyczy klas wyższych. Ponadto, wspólny posiłek wynikał z obowiązującej i łączącej wszystkich domowników „nadbudowy”. Na przykład był wyrazem wspólnego przeżywania świąt religijnych.
    A są tacy, którzy wywracanie tradycyjnego społeczeństwa uważają nawet za swój obowiązek…

  13. Redaktorka narzeka na nowy, wspaniały świat. A to że praca nie w takiej scenerii jaką sobie wymarzyła, a to że sensowny rodzinny grafik trudniej ułożyć niż plan lekcji w szkole podstawowej po podłączeniu pod nią zlikwidowane przez ścianę funkcjonujące jeszcze do niedawna gimnazjum. Prawdopodobnie coś na tej smutnej liście jeszcze dałoby się zapisać.
    Niestety, powinna Redaktorka Agata wiedzieć, że żyjemy w czasach kompleksowo urządzonych. To nie jest tak, że z jakiegoś projektu na świat wybieramy sobie tylko rzeczy kolorowe, albo te z którymi jest nam do twarzy i idziemy przez życie – My i nasza rodzina, najbliżsi( Oni też muszą zaakceptować ten mechanizm).
    W zestawie są również rzeczy o których pisze Agata Passent.
    I najgorsze jest to, że istotą tego projektu ( zresztą nie tylko tego) jest to że tworzy on misternie urządzoną przez mądrych tego świata strukturę. Jest ona tak mistrzowsko utkana, użyto do jej wykonania tak niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju surowca, że wyjęcie choćby jednego segmentu ( co tam segmentu – segmencika) powoduje, że cała ta budowla się rozpi… przepraszam rozpada.
    I po uzmysłowieniu sobie tej zależności, myślę że powinno być łatwiej akceptować te wszystkie niedogodności.
    Po prostu.
    Rodzinny obiad, czy inne tego rodzaju wymysły rodem z poprzedniej epoki nie zostały uwzględnione przez projektantów życiowych modeli dla osób żyjących współcześnie i działających na zamówienie jakichś nieznanych z imienia i nazwiska inwestorów.
    To jest walor czasów w których żyjemy.

  14. BBC world poll, 100 najwybitniejszych filmów wyreżyserowanych przez kobiety:
    http://www.bbc.com/culture/story/20191125-the-100-greatest-films-directed-by-women-poll

    The Piano nr 1. Vardy i Coppola dużo tytułów na liście. Jeden film polskiej twórczyni: Europa, Europa.

  15. Czyli M.Szumowska przepadła?

  16. Podziwiam filmy które mimo że nic w nich się nie dzieje potrafią zaabsorbować uwagę i takim jest ten film Coppoli – Ostatnie sushi w Tokyo wiecie.

  17. @satrustequi
    29 listopada o godz. 19:45
    „że ten żołnierz jak mu pozwoliłem już w mundurze proszę bardzo pójść do toalety w pociągu, to znowu uciekł i do jednostki wróciłem tylko z jego paltem i pasem.”
    Cha, cha. Naśladowca Franka Dolasa.

  18. Jeśli kto spytałby o falę, brutalne traktowanie młodszych żołnierzy przez starszych. Oficerowie z którymi się zetknąłem i ja też mieli jednoznacznie negatywny stosunek do tego zjawiska. Pamiętam jak cały dzień stało na baczność twarzą do sztabu dwóch bandziorków.

  19. Obraz Jamesa Tissota rzeczywiście b.interesujący, przede wszystkim uderza ogromna dynamika w zestawieniu z innymi ujęciami tego wielkiego tematu. Ta wieczerza tętni życiem doczesnym!

  20. W dniu ostatniej służby w roli oficera dyżurnego batalionu, czyli dowodzącego batalionem – w te dni uzyskiwałem dostęp do pistoletu, inaczej tylko karabin maszynowy kbkAk, była niedziela, doszło do jednego z najdramatyczniejszych wydarzeń tamtego roku. Zameldowano mi że jeden z żołnierzy w baraku głównym pociął się żyletką. Pospieszyłem na miejsce zdarzenia, nadal trzymał żyletkę i dwa razy ciął się nią po klatce piersiowej na moich oczach. Perswazja nic nie dała, został więc obezwładniony przez wielu żołnierzy naraz i wyruszliśmy do siedziby najbliższego pogotowia ratunkowego, gdzie z pewnością zrobiliśmy pamiętne wrażenie na oczekujących na krzesłach cywilach. Wszyscy oficerowie żegnali mnie dwa dni później wyrażając nadzieję, że nie wyniosę złego zdania o armii po swojej służbie. I tak właśnie się stało. Żołnierz który się pociął, dowiedziałem się już w cywilu od kogoś, ponownie pociął się dwa tygodnie później przebywając w szpitalu i wobec tego został zwolniony do cywila.