Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jakoś to nie będzie! Blog Agaty Passent - Kolejna witryna oparta na WordPressie Jakoś to nie będzie! Blog Agaty Passent - Kolejna witryna oparta na WordPressie Jakoś to nie będzie! Blog Agaty Passent - Kolejna witryna oparta na WordPressie

23.11.2017
czwartek

Ekolog bezbożnik

23 listopada 2017, czwartek,

W konflikcie wokół Puszczy Białowieskiej nie chodzi o kornika drukarza. To konflikt między „intruzami” a „miejscowymi”. Odczułam to podczas protestu leśników i leśniczek, w którego epicentrum nieco przez przypadek trafiłam. Ot, mieszkam przy ul. Wiejskiej i nie mogłam podjechać pod blok, bo ulicę zablokowały radiowozy chroniące protestujących leśników.

Przybyli do Warszawy wezwani przez dyrektora Lasów Państwowych w celu wyrażenia w sposób głośny i dobitny zachwytu ministrem Szyszką. Szłam do domu w sporej grupie podobnie do siebie wyglądających mężczyzn, Wśród nich wielu wąsaczy. Sunęli pod Sejm krokiem niepewnym. Zagubieni. Zazieleniło się od zielonych kurtek, zielonych mundurów i wyjściowych czapek z daszkiem.

Najpierw myślałam, że to obrona terytorialna ministra Macierewicza, i chciałam ze strachu uciekać, ale pojawiło się kilku jegomości w kapelutkach z bażancimi piórami i pojęłam, że to ludzie Szyszki. Wśród panów były i leśniczki w cielistych rajstopach, botkach i marynarkach z guzikami. Autokary próbowały parkować w zatłoczonym centrum. Ktoś niósł róg – z daleka wyglądał jak bawoli. „Leśnicy przyjechali na Wiejską drzewa sadzić” – usłyszałam od gapiów z ulicy. „No ja nie mogę, takiego absurdu nawet w PRL nie widziałem – ci leśnicy protestują, bo chcą wycinać las”. No tak, wiadomo: leśnik to won do lasu, do budy.

Leśnicy z kolei mówią tak: my w lesie mieszkamy od trzech dekad. Co się, mieszczuchu, wtrącasz do Białowieży. W tartaku pracowałeś? Siedź przy swoim latte w Starbucksie, bo wiewiórki od bobra nie odróżniasz, a Antoniego Odyńca mylisz z odyńcem.

Jako ateistka regularnie czytam tygodnik „Niedziela”, bo mądre słowo boże interesuje i mnie. Natknęłam się tam na bardzo agresywną, pisaną w tonie pozbawionym miłosierdzia twórczość redaktora Artura Stelmasika, który o ekologach pisze jako o „lewakach”, a także lubuje się w braniu rzeczownika ekolog w cudzysłów.

Czy naprawdę wśród czytelników i czytelniczek najpopularniejszego tygodnika w Polsce nie ma ludzi, którzy aktywnie bronią przyrody? Bycie katolikiem wyklucza udział w akcjach Dzikiej Polski? Jeśli robię coś dla pszczół, drzew, wilków, to jestem od razu „lewaczką”? Ekolodzy to wyłącznie szaleńcy i bezbożnicy? Czy z kolei leśnik nie ma prawa wypowiedzieć się o zmianie nazw ulic w stolicy czy planach przebudowy placu Defilad? Każdy absolwent leśnictwa czy inżynier środowiska musi być katolikiem? Czy to, że w lesie bywam tylko podczas wakacji, oznacza, że jest on w jakiś sposób mniej mój? Czy nie mam prawa głosu w sprawie ochrony środowiska, bo mam romantyczny stosunek do puszczy, i dlatego boli mnie podejście do natury jako do czegoś, co ma służyć wyłącznie jednemu z gatunków zwierząt? Czyli człowiekowi?

Z kolei leśnicy – czy wszyscy oni traktują drzewa jak przyszłe meble, a dziki jak dywaniki? „Przecież wiadomo, po co oni tu przyjechali – bronią swoich stołków, bo Szyszko zaraz poleci” – słyszę od znajomej. Pewnie zawsze tak było, ale ostatnio zakopaliśmy się głębiej w swoich barłogach. Człowiek jest na tej planecie tylko chwilę, dbajmy o nią. Nie dzielmy się.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Miła Gospodyni bloga

    Cyt. W konflikcie wokół Puszczy Białowieskiej nie chodzi o kornika drukarza. To konflikt między „intruzami” a „miejscowymi”.

    Konflikt rozgrywa się na zupełnie innej płaszczyźnie. Jest to konflikt oczywistej chęci swobodnego i radosnego życia, wyrażany przez ludzi którzy pojmują Puszczę i jej wagę dla ludzkiego życia oraz wspólnoty życia na Ziemi w ogóle, są więc pełni serdecznych uczuć wobec przyrody, a w tym przypadku – Puszczy, w związku z tym nie zgadzają się z zachowaniami Szyszki i jej przed nim bronią, a wyznawcami kultury śmierci, których dręczy popęd do samobójstwa, który zabija psyche człowieka, więc żeby dać sobie jakąś ulgę w cierpieniu od którego nie mogą uciec, mszczą się na przyrodzie. Mordują, zarówno symbolicznie jak i fizycznie, Puszczę.
    Proszę spojrzeć na twarz i fizjonomię ministra Szyszki oraz jego mowę ciała, proszę się wsłuchać w to co i jak mówi. Udręka jaka go pali wychodzi przez każdy fragment jego ciała.
    Jest to uwarunkowane kulturowo, a ściślej – religijnie. Wybitna prawidłowość katolicyzmu jaką nieustannie emanuje PiS i jego wyznawcy wraz z wprawie każdym biskupem i członkiem kleru to czysty popęd śmierci. Który – co psychologicznie oczywiste, gdy się siebie zakłamuje – nazywany jest głośno zupełnie odwrotnie.

  2. Pamiętam 76 y.Zwozili klasę robotniczą, aby manifestowała przeciwko warchołom.Łowca korników zwozi podległych mu robotników ,aby manifestowali za wycinaniem w pień drzew stuletnich.i prastarej unikatowej w Europie puszczy.I pomyśleć ,że wystarczyło dwa lata ,aby 40 milionowy naród znalazł się w oparach ABSURDU.

  3. Droga Pani, jeśli (rzekomo) regularnie czytuje Pani tygodnik „Niedziela”, to powinna wiedzieć, że jego nakład oraz poczytność jest niewielka tak dalece, że nie notuje się stopnia jego popularności w rankingach.
    Najbardziej popularnym tygodnikiem opinii w Polsce jest „Tygodnik Niedzielny”. Od lat.
    Różnica, jak między Leninem, a Lennonem.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Mimo że stoję po przeciwnej stronie barykady niż wspomniany redaktor, to też nie podoba mi się zawłaszczenie słowa „ekolog” – oznaczającego przecież naukowca zajmującego się nauką zwaną „ekologią” – przez różnej maści aktywistów, nie mających z (uwaga, podkreślenie:) NAUKĄ wiele wspólnego.
    Zgodnie z regułami słowotwórstwa polskiego, działacz reprezentujący ideologię „ekologizmu” powinien nazywać się „ekologistą”. Naukowiec to naukowiec, działacz to działacz.

  6. W umiejętność odróżniania wiewiórki od bobra u leśnika ponad umiejętność przeciętnego obywatela szczerze wątpię.

    Natomiast miejsca zamieszkania szczerze współczuję.

  7. Szczerze mówiąc to sam nie rozumiem o co chodzi w aferze białowieskiej. Oprócz polityki: ci tak, więc my tak.

    Drzewa trzeba chronić i bez potrzeby nie wycinać. To truizm.
    Ekolodzy podobno nie życzą sobie większej ingerencji w drzewostan. Z kolei służby leśne (podległe obecnej administracji) twierdzą, iż wycinka ma na celu uchronienie całej puszczy przed skutkami szkodnika.

    Jaka jest prawda? Jaki według ekologów jest prawdziwy cel wycinki drzew? Skoro i UE zajmuje stanowisko w tej materii, czy nie powinno się powołać wspólnego zespołu ekspertów, który zająłby ostateczne stanowisko a werdykt obowiązywałby obie strony.

    Kolejna sprawa to zideologizowanie motywacji interlokutora. Zawsze temu jestem przeciwny. „Lewa” strona posługuje się zbyt często kalką:
    katolik=żre mięso=bije żonę=zwierzę traktuje jak przedmiot=ekologię ma w d…

    Z kolei „prawa” strona, oczywiście ma swoje uprzedzenia…

    pozdr.

  8. Częściowo może i racja ale jest to bardziej skomplikowane. leśnicy często całe życie spędzili w lesie i już z tego tytułu znają się na tym. Ze strony Szyszki być może zabrakło całej kampanii informacyjnej, albo dyskusji czy jasnym przedstawieniem swoich racji przed KE. Mógł spodziewać się konfliktu. Z czego to wynikało nie wiem ale formalnie jest on odpowiedzialny za ochronę tego obszaru i podjęcie działań ochronnych. Teraz te działania są podobno spóźnione. Znane są przypadki pozostawienia lasów kornikowi bez ingerencji z fatalnym skutkiem. Nie jest też prawdą co głosił pono minister, że teren natura 2000 to tosamo co lasy państwowe, choć być może część leśników albo i wszyscy stosują te same albo podobne standardy.